Dzisiaj jest: 18 Wrzesień 2019    |    Imieniny obchodzą: Irena, Stanisław, Józef

 

 Nasze serwisy: rzeszowska24.pl | Zdrowie Sport Turystyka |

Uwaga
  • Portal kultura.rzeszowska24.pl używa plików cookies. Korzystając z naszego portalu wyrażasz zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies, w celu zapewnienia Ci wygody podczas przeglądania naszego serwisu.

    Zobacz Politykę Cookies


Czytaj więcej na: www.rzeszowska24.pl

Czytaj więcej na: zdrowie.rzeszowska24.pl
wrzesień 2019
N P W Ś C Pt S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5

Polecamy

 

jt przewodnik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

snFZ3Tn

 

 

Najnowsze wydarzenia

Brak wydarzeń

Kto jest Online

Naszą witrynę przegląda teraz 48 gości 

Galeria zdjęć

CEL ZA HORYZONTEM OPOWIEŚĆ SNAJPERA GROMU Drukuj Email
Źródło/Autor: kaktus   
środa, 29 kwiecień 2015 08:53
 
 

19F9B872B4EF1C763BB282C074388FDE6BBB57164B90DA50CBpimgpsSensacyjne wspomnienia snajpera GROM, jednego z najbardziej doświadczonych oficerów tej jednostki. Podpułkownik Karol K. Soyka ujawnia prawdziwe oblicze elitarnego i sławnego ugrupowania komandosów. Opowiada o tym, jaka naprawdę jest ta jednostka, jak działa i z jakich „zabawek” lubi korzystać. Książka opowiada też o tym, jak przeprowadza się selekcję i buduje mentalność najlepszych żołnierzy. Opisuje arcytrudne operacje przeprowadzone w najniebezpieczniejszych miejscach na ziemi – w Iraku, Zatoce Perskiej czy na Haiti, i to nie z perspektywy sztabowca, ale uczestnika akcji, który nie raz pociągnął za spust, by przeżyć i skutecznie chronić swoich kolegów oraz cywili. Opowieść Soyki daje szansę, zrozumieć jak skutecznym narzędziem dysponujemy w trwającej właśnie wojnie z terroryzmem. PREMIERA 8 MAJA 2015

Fragment książki.

Mosul, jesień 2004 roku Zwykle robiliśmy w nocy. O drugiej, trzeciej, kiedy wszyscy śpią. My… sypialiśmy w dzień. Żyliśmy na odwrót, ale tak było trzeba. Naszą bazę ostrzeliwano właściwie bez przerwy. Moździerze, karabiny, wszystko. Przez okrągłe siedem miesięcy. Lecąc tam pierwszy raz, pocieszałem się, że spadnie pięć, może sześć pocisków moździerzowych dziennie. Ale to nie było pięć czy sześć pocisków dziennie. Walili w nas co najmniej trzydziestoma moździerzami na dobę. Wyobraź sobie – żyć ponad pół roku pod stałym ostrzałem. Nie było dnia, żeby coś na nas nie leciało. Po pewnym czasie zobojętnieliśmy na tyle, że kiedy przychodziła pora odpoczynku, spaliśmy z automatu, machając na to wszystko ręką. Leci to leci, chrzanić… Wzmocnienie dachu jakąkolwiek płytą niewiele by dało. Kiedy pocisk moździerzowy trafia, przebija dach i wszystko, co ma na drodze, wbija się w podłogę i wybucha. Nic się wtedy nie da zrobić. Ale… da się dorwać drani, którzy te pociski wystrzeliwują, więc robiliśmy wszystko, żeby ich wyłapać. Efekt był taki, że im bardziej ich przyciskaliśmy, tym bardziej zaciek le w nas tłukli. Ale nie odpuszczaliśmy. Myślisz, że trudno było skurwieli poznać? Nie było trudno. Rzucali się w oczy
8
natychmiast. Po prostu nie mieli palców, bo kiedy ładowali pociski do tych rur z pcV, prędzej czy później za którymś razem nie zdążali cofnąć rąk i urywało im palce. Standard. Oczywiście byli też snajperzy. Z ruskimi dragunowami*, z trudnym do wyobrażenia fanatyzmem w oczach, o poczuciu humoru mafijnego komornika. Amerykanie wkurzali się na to wszystko jeszcze bardziej niż my. Ciągle gadaliśmy, że trzeba w końcu sprawę załatwić, i to na poważnie. Nie na żarty, jak do tej pory. Tamtej nocy umówiliśmy się, że idziemy na wzgórza, rozpoznajemy, przygotowujemy zasadzkę, akcję, a potem zdejmujemy wszystkich, których znajdziemy, i kończymy zabawę. Wskoczyliśmy do dwóch śmigłowców Black Hawk na lotnisku amerykańskiej 101. dywizji desantowej (to była także baza Navy SEAls i gROM-u) i polecieliśmy najpierw na południe, wzdłuż rzeki Tygrys, a potem mniej więcej siedem kilom etrów na wschód. W terenie szliśmy na nich normalnie. W siłach specjalnych jest zasada: kiedy dwóch idzie przodem, najczęściej trzeci ubezpiecza „do tyłu”. To nieprawda, że snajperzy zawsze działają w parach. Bywa, że jest nas trzech. Wtedy, tamtej nocy, tym trzecim byłem ja. Przodem poszło dwóch Amerykanów. Młodsi ode mnie, ale świetnie zbudowani – potężne chłopaki – i, co najważniejsze, znali się na robocie. Ustaliliśmy pozycje – byli trzydzieści metrów przede mną. Zawodowi trackerzy tak działają, żeby ci, którzy mogliby ich wytropić, nadziewali się na minę albo właśnie na tego
* Karabin wyborowy Dragunowa – snajperski, samopowtarzalny karabin, którego prototypy Jewgienij Dragunow zaprezentował w 1961 roku. W Iraku zarówno przed II wojną w Zatoce Perskiej, jak i w czasie jej trwania był bardzo popularną bronią irackich snajperów.
9
trzeciego – wtedy to on ich zdejmował. Na dłuższych akcjach w takim zespole oczywiście konieczna jest rotacja. Kiedy SAS ubezpieczał Falklandy podczas wojny z Argentyńczykami, bywało, że ludzie musieli być na stanowisku przez całe tygodnie, mieli więc system zmian, dzięki któremu mogli być cały czas jednakowo skuteczni. http://www.blackpublishing.pl/

 

 

Dodaj komentarz


Reklama

Reklama